top of page
  • Writer's pictureJacek Brychczyński

W zdrowym ciele i w zdrowym duchu zapraszam na pamiętniki z japońskiego puchu.



Sezon nie rozpieszczał nas swoimi statystycznymi opadami, i to, co spadło do końca lutego, było dalekie od liczby znanej nam z poprzednich sezonów. Początek marca natomiast przyniósł nieoczekiwaną zmianę obrotu spraw. Pojawił się mróz i solidne opady, które przykryły wszystkie płaty zieleni już okazałe, mieniące się w całym ośrodku. Sytuacja przetrwała do połowy marca, a nawet teraz w prognozie widać kolejne zapowiedzi opadów śniegu. Jest to sprawa dość niezwykła i niespotykana, ale zdecydowanie radująca.


W efekcie tego, po sporym opadzie i zamkniętych wyciągach w dzień kolejny z powodu silnego wiatru, nadszedł w końcu TEN DZIEŃ. Nie pozostało nic innego, jak wyruszyć z samego rana do pobliskiej Kagury, żeby tam ścigać się z lokalami o pierwsze linie, których dnia czternastego marca nie zabrakło. Pomimo potężnej strefy backcountry postanowiłem skupić się tylko na tym, co jest dostępne z wyciągu, i zdecydowanie tej decyzji nie żałowałem. Pierwsze linie w gęstym lesie, wyścigi na najwyższy wyciąg, będący jednocześnie dostępem do całej strefy side i backcountry oraz przypadkowe spotkanie dwóch snowboardzistek z japońskiej szkołki. Wszystko to złożyło się na naprawdę niesamowity dzień, i to w połowie marca. Słońce szybko oczywiście zmieniło konsystencję śniegu w okolicach południa, ale to, co udało się do tego czasu, na pewno pozostanie w pamięci. A was zapraszam na szybki rekonesans tego czasu.

27 views0 comments

Comentários


bottom of page